Kolana zielone od trawy

Jako nadworny mieszczuch, rzadko kiedy mam okazję obcować z wsią. Choć ją uwielbiam, to tak po prostu się składa, że niezbyt często mam okazję bywać. Jednak kiedy już jestem to chłonę.  Zapach powietrza, starego drewnianego domu, dotyk zboża na polu, stopy brodzące na grząskim gruncie, zielone od trawy kolana. To są wspomnienia zapamiętane zmysłami, które przenoszą mnie w czasie do okresu, kiedy byłam małą dziewczynką. Już nie jestem dziewczynką, za to jest nią moja córeczka i jej kuzynki. Nic od dawna nie sprawiło mi takiej przyjemności jak obserwowanie ich wspólnej zabawy, takiej spontanicznej i radosnej. Malutka zapatrzona na starsze dziewczynki powtarza każdy ich ruch, gest. Jest zafascynowana tą relacją, tak samo jak niecodziennym dla niej otoczeniem. Wpasowuje się momentalnie w te sielskie warunki i poznaje, doświadcza. A ja pozwalam na brudne kolana, przemoczone od wieczornej rosy buty i ziemię we włosach, bo chcę aby miała jak najwięcej takich wspomnień. Ja po cichu, z boku, będę się starała utrwalić chociaż ich skrawek.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Autem dicant cum ex, ei vis nibh solum simul, veritus fierent fastidii quo ea.
Cu solum scripta pro. Qui in clita everti
movet delectus.